170. Wojna puka nam do drzwi – Wspomnienia wojenne Janiny Sylwerskiej.


170. Wojna puka nam do drzwi – Wspomnienia wojenne Janiny Sylwerskiej.

Nazywam się Janina Sylwerska, urodziłam się 12 czerwca 1930 roku w Cząpienicy (powiat rypiński), kiedy wybuchła II Wojna Światowa miałam dziewięć lat. Rodzice mieli gospodarstwo rolne o powierzchni sześciu hektarów. Ojciec spędził 15 lat w rosyjskim wojsku, grał w orkiestrze i uczył muzyki, mimo to zajmował się też naszym gospodarstwem.

(…)

Niemcy robili łapanki, obstawiali dom dookoła, żeby nikt nie mógł uciec. Tak złapali moją starszą siostrę Jadzię – chciała uciec przez okno, ale pod oknem też stali. Bardzo ją wtedy skopali, miała obite nerki, jakoś z tego wyszła. Zawieźli ją do Szczutowa, gdzie Niemcy spośród wyłapanych kobiet wybierali sobie służbę do gospodarstw. Wywieźli ją w głąb Niemiec, trafiła do Bauera i jego żony.

(…)

Gorzej było z Genią – najstarszą siostrą. Kiedy wywieźli ją kilka miesięcy po rozpoczęciu wojny, nie dostaliśmy od niej żadnego znaku życia. Mama zrobiła się wtedy przewrażliwiona, bardzo się sprawą Geni przejmowała, bo przez sześć lat nie wiedzieliśmy, czy w ogóle żyje. W 1945 r. dowiedzieliśmy się, ze przez jakiś czas pracowała w Marienwerder (dziś Kwidzyn). Kiedy Niemcy przegrali wojnę, pojechaliśmy z tatą jej szukać. Chodziliśmy od domu do domu, większość była opuszczona, a w środku czuć było zapach gnijących ludzkich ciał.

(…)

Zosię zmuszano do wyjątkowo okropnej pracy. Chodziła do lasu rozbierać trupy i prać ich zakrwawione ubrania. Nic nie mogło się zmarnować. Układano stosy ubrań, butów, biżuterii – wszystko do ponownego użytku. Zosia wracała do domu i płakała, cały czas myła ręce, nawet jak były  już całkowicie czyste.

(…)

Pamiętam jeszcze Szylera i Hejnę. Nas wszystkich, nawet dzieci zabierano do roboty na pole. Codziennie bladym świtem chodziłam pieszo 10 km do Sosnowa. Dzieci kopały jedną redlinę, a dorośli dwie. Kopaliśmy wycieńczeni i głodni aż do zmroku. Za plecami stali nadzorcy, jak ktoś ominął jakiegoś ziemniaka to dostawał po plecach. Dzieci jeden raz kijem, dorośli dwa razy. Cały czas pamiętam ton ich głosu, gdy krzyczeli na nas „Schnell! Schnell!”, a my przecież nie mieliśmy siły, by pracować jeszcze szybciej.

Cały tekst  w załączonym artykule.

170. Wojna puka nam do drzwi – Wspomnienia wojenne Janiny Sylwerskiej

Leave a Reply